Tuesday, April 1, 2008

Back to school

ale tym razem calkiem przyjemny back.

mialam dzis spotkanie z promotorka i naprawde milo nam sie rozmawialo. calkiem sensowne rady mi dala i najwyrazniej byla zadowolona kierunkiem, w ktorym zmierza moj doktorat. smiesznie.


no i chyba najfajniejsze w tym wszystkim jest to, ze parasolki w niewytlumaczalny dla mnie sposob wytwarzaja bardzo pozytywna atmosfere. przyjely mnie pod swoj dach zyczliwie i zaopiekowaly sie mna kiedy przyczolgalam sie do domu z lotniska nieprzytomna od rozkladajacej mnie grypy. przelezalam w lozku caly weekend budzac sie tylko po to, zeby przeczytac kolejne rodzialy dance, dance, dance.


Saturday, March 8, 2008

kacik wspomnien (wszelkie sentymenty dozwolone - strefa ochronna)

Moj brat wlasnie wrzucil tutaj troche naszych wspolnych gorskich zdjec i sprawil, ze siedze i wpatruje sie w Ostry Szczyt juz od godziny.



Nie pamietalam tego zdjecia. Dopiero dzis Janek przypomnial mi o nim i wywolal fale wspomnien i tesknoty. Zrobilismy je dawno temu, znim jeszcze w ogole ktorekolwiek z nas zaczelo sie na powaznie wspinac. Ale juz wtedy bylo cos takiego w tej gorze, co kazalo nam marzyc o tym, ze ktoregos dnia staniemy na jej szczycie. Pamietam, ze Dolina Jaworowa tego dnia byla przepieknie oswietlona sloncem, a Ostry i Jaworowe odcinaly sie czarna linia na tle blekitnego nieba.

Marzenia spelnily sie w lecie 2006. Zdobylismy Ostry Szczyt podczas kursu taternickiego, mimo ze bronil sie przed nami sniegiem, deszczem i czym tam jeszcze mogl.


***




Czasami zapominam jak wiele im zawdzieczam.

Sunday, March 2, 2008

in love with someone falling in love

B. obiecal, ze gdy przekroczy 60 rok zycia bedzie sie tak ubieral. Love theSartorialist.

Sunday, February 17, 2008

pure joy

wiem, ze nie powinnam byla tego robic, ani tym bardziej teraz przyznawac sie do tego, ale za bardzo mnie nosi z radosci

ale od poczatku
dzis byl jeden z tych porankow, kiedy wszystko idzie nie tak - wstalam za pozno (evil, evil woman) i wybieglam z domu spozniona.
z tego calego pospiechu zapomnialam, ze remontuja dojazd na uniwerek i zapedzilam sie dobre pare kilomertow za daleko nie majac paliwa w baku.
musialam wiec jak niepyszna zaparkowac tam gdzie wyladowalam i przejsc kawal drogi na piechote niosac trzy torby pelne berimbauow i sportowych ciuchow.

kiedy w koncu zziajana dotarlam do Sport Centre, okazalo sie, ze moja karta nie dziala, a uprzejmy pan z recepcji poinformowal mnie, ze moje czlonkostwo wygaslo i nie moge wejsc.
spedzialm dobre 15 minut probujac dowiedziec sie co mam w takim razie zrobic, zeby koniec koncow zostac wpuszczona do budynku na tzw. krzywy ryj, czy jak kto woli na piekne oczy.

niestety karta potrzebna jest takze, zeby wejsc na silownie, a tam juz nie ma kogo czarowac, bo wejscia na sale bronia automatyczne i bezduszne drzwi

wpadlam wiec tyko na sale, gdzie Paul, nie mogac doczekac sie na instrumenty, prowadzil juz trening w zastepstwie B. i...
... zostalam!

it was ment to be
it was in my way

i zaczelam z nimi cwiczyc powoli, krok po kroku
negativa
negativa role
rabo de arraja
au!

MOGE ZROBIC AU (!)

to bylo niesamowite uczucie
i chyba nie da sie tego logicznie wytlumaczyc, ale brzez caly czas chodzenia o kulach najbardziej brakowalo mi wlasnie stania na rekach i fikania nogami w powietrzu

UPDATE: po trzecim treningu ze zdumieniem odkrywam, ze rownowaga na rekach mi zostala i chyba rzeczywiscie chodzenie o kulach wzmocnilo mi troche lapki, ale za to nogi mam jak z waty. shame, shame - daleka droga do tej operacji cos mi sie zdaje.

Friday, February 15, 2008

umbrella factory


w're goin' out tonight
wear your red shoes

changes are coming. umbrella factory sounds like a perfect place to live for the next few years.
bylismy tam dzis i jest z....iscie, tylko drogo.
ale chyba damy rade.
dluga i szczegolowa analiza sytuacji, ktora przeprowadzilismy w tk-maxie, zakonczyla sie kupnem czerwonych butow (lowe!)
co nie jest najmadrzejszym rozwiazaniem kiedy rozwazasz wzrost wydatkow na zycie
ale who cares
decyzja zapadla
o ile aktualna agencja wypusci nas ze swoich szponow, przeprowadzamy sie do birmingham.

Thursday, February 14, 2008

słowo się rzekło kobyłka u płotu

zainteresowanych zapraszam do mojej mobile cookbook. nie obiecuje cudow na kiju, bo nie wiem na ile starczy mi czasu, ale jako ze pomysl ten chodzil juz za mna od dawna, bo podrozujac nie jestem w stanie zabierac ze soba moich ksiazek kucharskich, a absolutnie nie pamietam przepisow, to jest szansa, ze wrzuce tam przynajmniej te ulubione.

pierwszy of course z decydakacja dla Any

ps. ani Ana, ani Greebo nie przyznali sie, ze w niedziele, kiedy Claudio radosnie oznajmil nam, ze przyjechal o godzine za wczesnie i tym samym zmusil do natychmiastowej ewakuacji oraz porzucenia niedokonczonych pancake'ow, oddalam zaskoczonemu Wojtkowi rozgrzana patelnie i wybieglam. zazwyczaj najtrudniejsze jest wlasnie smazenie nalesnikow i bylam pelna obaw, ale nie bardzo mialam wyjscie, wiec pozostalo mi tylko zaufac ich wrodzonym talentom kulinarnym. nie wiem czy wyszly dobre, ale wiesc gminna glosi, ze zostaly zjedzone co do nogi.

Tuesday, February 12, 2008

piekna mamy wiosne tej zimy

pogoda zakleta przez Ane oszalala - slonce dalej swieci, mimo, ze od dobrych 8 godzin, czyli od ich wylotu, powinno bylo juz lac

po parodniowej nieprzerwanej sielanko-glupawce czuje, ze moj mozg w koncu sie zresetowal, wylaczyl chwilowo modul 'pisanie naukowej sieczki' i przyjmuje rowniez inne tresci
wniosek:
kuracja totalnymi idiotyzmami powinna byc obowiazkowym elementem doktoratu. piszesz rozdzial, a nastepnie na pare dni zamykaja sie z podobnymi tobie oszolomami i kaza wyzlosliwiac sie i grac w gry i zabawy ruchowe rozbudzajace pierwotne instynkty

polecam, zdecydowanie, chociaz jugnle speeda tylko w rekawiczkach!